MOJA HISTORIA

Aleksandra Chołody

Nazywam się Aleksandra Chołody. Jestem terapeutą medycyny integralnej i swoją misję zawodową zadedykowałam KOBIETOM. Uważam, że ciało i umysł są ze sobą ściśle powiązane, a procesy wywołane przez jeden organ lub gruczoł wpływają na cały organizm.



Co mnie charakteryzuje?

Skuteczność oraz praca z przyczyną dolegliwości, a nie objawami.

Zaczynałam od bycia dietetykiem. Skończyłam studia w tym kierunku na Uniwersytecie Medycznym (Collegium Medicum) w Bydgoszczy i zaczęłam przyjmować Pacjentów. Odnosiłam  tym zakresie sukcesy terapeutyczne… ale nie zawsze. To powodowało we mnie frustrację i niezadowolenie.  Opierając się na wiedzy akademickiej, podjęłam kolejne kroki i zostałam trenerem personalnym.  Przecież ćwiczenia i dieta, to już zdecydowanie musiał być sukces, prawda? Jako były sportowiec (koszykarka) zawsze chciałam wygrywać. Brak wygranej w osiągnięciu celu z Pacjentem, powodował we mnie jednocześnie złość i ciekawość.  Byłam bardzo zawzięta, wytrwała i konsekwentna- również w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Pytania, których wraz z prowadzeniem kolejnych Pacjentów, przybywało.

Nie rozumiałam, dlaczego skoro dwóch chorych cierpi na tę samą chorobę, te same założenia dietetyczne nie są dla nich równie skuteczne? Dlaczego osoby mające te same wyniki badań krwi reagują inaczej na zalecenia? Dlaczego jedni tyją od samego patrzenia na słodycze a inni opychają się nimi bez opamiętania i nie mogą przybrać ani kilograma…

Po pierwszym sukcesie terapeutycznym, o którym przeczytasz w dalszej części książki, dostałam wielkiego „kopa” motywacyjnego. Razem z moją biznesową druga połówką,  czyli wspólniczką, otworzyłam Centrum Dietetyki, Coachingu i Treningu Indywidualnego ELITE Bydgoszcz. Jeździłam do największych i najbardziej cenionych szkoleniowców po kraju. Potem, zaczęłam jeździć na konferencje międzynarodowe -Niemcy, Włochy, Holandia, Austria…  Kiedy zaliczyłam już wszystkie planowane do zrealizowania kursy i szkolenia oparte na wiedzy akademickiej, czułam się „Panią Dietetycznego Świata”.

Wtedy przyszło do mnie Życie.

Zapukało w okienko i… po kolejnych, licznych sukcesach terapeutycznych, przysłało tak trudnych dietetycznie Pacjentów, że zagoniło mnie z powrotem do poszukiwań kolejnych rozwiązań terapeutycznych.

Moją uwagę przykuła medycyna naturalna.

Intuicyjnie wiedziałam, że to jest dziedzina, która da mi wiele rozwiązań na nurtujące pytania. Na tyle zagłębiłam się w temat, że skończyłam akademię ziołolecznictwa. Kolejne kroki w tym temacie były dla mnie oczywistością i następna była Ajurweda. Od zawsze czułam tzw. energię i po latach uporządkowałam to w sobie na tyle, że  zostałam bioenergoterapeutką. Wisienką na torcie była dwuletnia szkoła akupunktury i medycyny chińskiej, która absolutnie odmieniła moje podejście do zdrowia i medycyny. To właśnie medycyna chińska dała najwięcej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania związane ze zdrowiem (a właściwie chorobami) moich Pacjentów. To dzięki niej, „beznadziejne przypadki” przestały takimi być i nagle okazało się, że można się z nimi uporać.

Jak?

Wprowadzając proste zmiany w dotychczasowym trybie życia Pacjenta, wbijając mu akupunkturową igłę w odpowiednie miejsce, zalecając stosowanie odpowiednich, lokalnych ziół,  lub uwzględniając w diecie konkretny produkt spożywczy.

Mijały miesiące a ja znowu radośnie prowadziłam Pacjentów, odnotowując kolejne sukcesy.  Coraz bardziej interesowałam się ginekologią i problemami związanymi z kobiecymi hormonami (które nawiasem mówiąc, potrafią naprawdę zaszaleć). Wtedy zdecydowałam, że swoją pracę terapeuty chcę zadedykować Kobietom. Zaczęłam pracować już tylko z nimi. Wspierałam tzw. „Hashimiotki”, Panie pragnące spełnić swoje marzenie o dziecku oraz te borykające się z endometriozą i policystycznymi jajnikami. Opiekowałam się nimi dietetycznie i akupunkturowo. Jednak ciągle brakowało mi jeszcze jednego elementu tej całej, zdrowotnej układanki…

Buszując po czeluściach internetu, natrafiłam na szkolenia z psychosomatyki (to nauka zajmująca się reakcją ciała na odczuwane przez nas emocje). Pomyślałam „Bingo! Właśnie tego mi brakuje!”.

Po dwustopniowym szkoleniu miałam dosłownie kwadratową głowę. Nie dowierzałam jak wiele, sami sobie robimy! I to tylko dlatego, że nie potrafimy albo nie chcemy zmierzyć się z problemem, który nas trapi, uwiera.  Moje poczucie, że to właśnie ja, dzięki wiedzy i doświadczeniu a także energii,  mogę pomóc innym, wzrosło jeszcze bardziej.
Niemal natychmiast zaczęłam wprowadzać zdobytą wiedzę w praktyce.

Co zauważyłam?

Postępy moich Pacjentów były jeszcze lepsze i jeszcze szybsze. Zastosowanie kombinacji: dieta + akupunktura + psychosomatyka+ ćwiczenia = rozwikłanie zagadki schorzenia. Ta synergia działań powodowała, że efekty były niesamowite.  Połączenia, których efektem było uporządkowanie w głowie Pacjentki problemu. Odkrycie jego źródła, uporządkowanie, stabilizacja,  które skutkują sukcesem. To był dla mnie bodziec do zmiany nazwy zawodu, który zaczęłam wykonywać. Posiadając wiedzę, doświadczenie oraz przede wszystkim rozumiejąc, zaczęłam holistyczne podejście do prowadzenia terapii.

Podczas moich częstych wystąpień jako gość, w telewizji  czy radio, zawsze miałam problem, rozmawiając z prowadzącymi program, jak mają mnie tytułować. Koniec końców wyglądało to tak, że jak temat dotyczył jedzenia- przedstawiano mnie jako dietetyka, kiedy akupunktury- jako akupunkturzystę  a kiedy aktywności fizycznej, jako instruktora fitness lub trenera personalnego.

Dlatego też, żeby nie szufladkować się w żadnej z powszechnie znanych dziedzin, stałam się Terapeutą Medycyny Zintegrowanej.

Jestem osobą łączącą ze sobą kilka nurtów medycznych. Medycynę akademicką (pracując z Pacjentami i rozpisując im dietę, zawsze bazuję na badaniach laboratoryjnych), medycynę wschodnią (jedzenie wg faz cyklu menstruacyjnego oraz zgodnie z tzw. biorytmem i sezonowością, a jako narzędzie diagnostyczne stosuję badanie narządowe pulsu), ziołolecznictwo, psychologię i bioenergoterapię. Od tamtej pory prowadzę moich Pacjentów właśnie na wielu płaszczyznach, nie ograniczając się, nie zamykając na wiedzy podręcznikowej. Po wnikliwym wywiadzie i postawieniu diagnozy, dobieram terapię, która według mnie będzie najskuteczniejsza. Czasami wystarczy sama dieta a czasami to igły zrobią najlepszą robotę.  Nie ma jednego rozwiązania na wiele problemów. Lata minęły, żebym to zrozumiała i teraz chcę się z Wami tą wiedza dzielić i pomagać w Waszych problemach.

I tak od 2010 roku pracuję z kobietami. Wspieram je, motywuję do działania i przekonuję, że są boskie, tylko muszą w to uwierzyć.

Ty też taka jesteś!

Zapraszam Cię serdecznie do kontaktu. Zrobię co w mojej mocy, aby pomóc Ci rozwiązać problem.